Na spotkanie Lwom – tylko we Lwowie.

Na spotkanie Lwom – tylko we Lwowie.

Zamek Lwa

We Lwowie jest gdzie jeść i gdzie spać. Co do spania to wybór padł na Zamek Lwa, zabytkowy dom który był przed wojną własnością  lwowskiego księgarza i wydawcy Aleksandra Mazzucato, a w 1941 roku urzędował w nim  Nikita Chruszczow sekretarz  Komunistycznej Partii zachodniej Ukrainy.  Eklektyzm jak się patrzy.

 

Lwów owiany legendą,  ilu znanych ludzi tu mieszkało, ile rzeczy się wydarzyło i nareszcie można go odwiedzać, gdzie skierować pierwsze kroki ? Z Zamku Lwa ulicą Krakowską wiadomo, że na rynek.  Batiary czyli my ja we własnej osobie i kuzyn berliński batiar podreptaliśmy na rynek wzdłuż starych kamienic, z których każda ma swoją historię. Ja znowu wypatruję lwów a kuzyn pożywienia. A “batiary  trzmaju swój fason chojracki” . Pierwszą najbardziej charakterystyczną budowlą jest kolumna z posągiem Adama Mickiewicza autorstwa  Adama Popiela, stoi tam sobie od 1905 roku i obserwuje, obserwuje.

Mijamy Hotel George – legenda, zbudowany przez dwóch wiedeńczyków Fellnera i Helmera w 1901 roku. Pomieszkiwali tu szach perski, cesarzowie austriaccy, marszałek Foch i Piłsudski, Paderewski, Jan Kiepura i Balzac. Niestety nam nie udało się wypić kawy z powodu jakiejś zamkniętej imprezy. 

Wszystkie drogi i tak prowadzą na Rynek.

Późne popołudnie zaprowadziło nas na rynek, na którym zawsze się dzieje, a w przeszłości dopiero się działo.

Odbywały się  tu fety, hołdy, stracenia i obrzędy żałobne. W 1920 roku Józef Piłsudski jako Naczelnik Państwa przyjmował defiladę z okazji nadania miastu orderu Virtuti Militari. 

Odkąd stary Lwów w 1998 roku został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO , zmienia się, odzyskują blask zniszczone kamienice i mam wrażenie, że więcej się dzieje niż w starym Krakowie.

Obecnie przy rynku znajdują się 44 kamienice z której każda gościła kogoś znamienitego, ma swoją własną historię i może nigdy nie poznamy do końca jej tajemnic. Zastanawiam się ilu ludzi przemierzało te bruki i w jakich zamiarach.

Sercem rynku jest ratusz, który swoją potężną, zwartą bryłą przytłacza przestrzeń.  Wystarczy jednak wspiąć się na wieżę ratusza tylko po 350 schodkach aby odetchnąć powietrzem
i spojrzeć  na miasto z lotu drona. 

Amfitryta, Adonis, Diana, Neptun  to figury – fontanny ustawione w  czterech  narożnikach  rynku. Fontanny są miejscem spotkań młodzieży i oblegane są nieustannie. Obecnie na rynku się tańczy, pije piwo, kawę, grzebie po straganach w poszukiwaniu pamiątek.

Ostrzegałam kuzyna, że usłyszymy -Hej sokoły, omijajcie góry lasy, rzeki, doły …

Nie trzeba było długo czekać, a z jednej z knajp zaczęły rozbrzmiewać znajome porykiwania, że tam żal  za dziewczyną, za kochaną Ukrainą, a dzwoneczek był całkowicie niepotrzebny. 

My jak na prawdziwych batiarów przystało schowaliśmy się w knajpie w zaułku bez wyjścia, u Dzigi przy ulicy Wirmeńskiej. Nie trafiliśmy dnia pierwszego do słynnego Atlasu, czyli knajpy onegdaj  literacko-artystycznej, gdzie szczególnie słynna była sala beczkowa, a ściany były galerią portretów i karykatur rysowanych przez Sichulskiego i Grusa.  Zresztą czy w Atlasie czy u Dzigi prawdą jest:

“Raz w sobotę jest niedziela,

Bo sobota trwa do rana.

Raz się człowiek rozwesela

I udaje sobie pana,

I popuszcza sobie pasa.”

A pan Zbierzchowski tak właśnie ostrzegał, że gdy

“Spotkasz pijaka, do domu go prowadź,

Aby pod tramwaj nie wpadł niespodzianie.

Bo kto pijaka  szanować nie umie,

Ten w niebie kropli wódki nie dostanie.”

Wolne podróżowanie w okolicach rynku lwowskiego.

Skoro Lwów nas tak czule przygarnął następnego dnia zwolniliśmy. Umówiliśmy się koło pomnika Księcia Daniła z przedstawicielem firmy Phaeton Leopolis  i w meleksie pomknęliśmy trasą  “Ze starówki do austriackiego Lwowa”.  

Z melksu namierzyliśmy parę ciekawych punktów do których chcieliśmy wrócić.

U Baczewskich fajno było.

W 1792 roku Leopold Maksymilian  Baczewski założył fabrykę wytwarzającą najlepszą na świecie wódkę tzw. “ćmagę” mówiąc  w bałaku lwowskim. Niewątpliwy sukces firma odniosła dzięki reklamie Adama Baczewskiego , który nadał opakowaniom swych produktów karafkom rozmaite kształty i atrakcyjne graficznie etykietki. We wrześniu 1939 roku lwowska wytwórnia wódek została zbombardowana przez niemieckie lotnictwo i wraz z magazynami na Zamarstynowie spłonęła.Firma po II wojnie odrodziła się we Wiedniu i jest prowadzona przez wnuków Leopolda Baczewskiego. Dzisiejsza “Restauracja Baczewskich” przy wulicy ( po ukraińsku ulica) Szewskiej 8 jest prowadzona przez restauratora nazwiskiem Baczewskich, która jedynie nawiązuje do tradycji fabryki wódek sprzed lat.  

Niemniej jednak restauracja trzyma poziom, menu jest również po polsku, ale to nie jest istotne, jedzenie było smaczne i w karafkowym otoczeniu. Inicjatywa jak najbardziej pochwalana, wiadomo że najbardziej przyciąga turystów z Polski. Przenieśmy się na chwilę do Baczewskich.

Meduzę i Eloe zobaczymy w Lwowskiej Galerii Obrazów

Na ścianach pozawieszanych jest dużo  cennych obrazów chociaż kiedyś było ich o wiele więcej, ale nie wiadomo gdzie znalazły właścicieli. Meduza i Eloe to moje wybrane obrazy Jacka Malczewskiego. W całej galerii byliśmy sami więc można było spokojnie zamyślić się nad  swoimi ulubionymi obrazami. Co oczy  i dusza polubiła to widać.

Chwila zadumy spacerując po mieście-parku Cmentarzu Łyczakowskim.

O czym była już mowa batiary swój fason trzymajom, poszli  na Łyczakowski. Orlęta były, żal  młodych ludzi, a inne pomniki były nieobowiązkowe.

Trafialiśmy na groby całkiem  przypadkowo, nie mamy tam swoich bliskich dlatego wszyscy byli jednakowo ważni i godni poświęcenia ich pamięci kilku chwil. Większość nagrobków  jest prawdziwymi dziełami sztuki.

Fragment Przechadzki na niby Romana Makarewicza:

“Być już na Łyczakowie i pominąć cmentarz?

Ten jedyny, najpiękniejszy ze wszystkich cmentarzy?

Tu nie ma konfuzji głębokości czy perspektywy tematu,

Tego nie odda mezzotinta, akwaforta najlepszych malarzy.

Wyryte daty urodzin i zgonów. Czy mogło być życie 

Tak bez treści , jak słów kilka na grobowej płycie?

Granity, zieleń i kwiecie barwne jak huculskie krajki.

Wielcy i mali, zmarli przedwcześnie (albo poniewczasie),

Leżą sprowadzeni do wspólnego mianownika śmierci

To miejsce “wo ich moechte  sterben “, miasto jak z bajki –

Powiedział mi dziennikarz niemiecki von Oertzen,

Kiedy raz byłem ciceronem zagranicznej prasie.”

W ormiańskim zaułku.

Jak dla mnie najbardziej urokliwe miejsce we Lwowie to ulica Ormiańska. Katedra, która tam się znajduje jest kopią słynnej katedry ormiańskiej w Ani na Kaukazie. Ormianie znaleźli we Lwowie swój przyjazny kawałek ziemi w którym znaleźli się  na skutek prześladowań tureckich Seldżuków a później Mongołów. Zakładali we Lwowie kramiki, pracownie złotnicze a zwłaszcza pierwszy lombard zwany “Mons Pius”, w chwili obecnej znajduje się tam klimatyczna knajpka. Duch orientu jest tam wszechobecny.

Opera we Lwowie, kto tu nie grywał ?

Dzieło Zygmunta Gorgolewskiego  jest doskonałym zakończeniem wylotu Prospektu Swobody  dawnych Wałów Hetmańskich.  Fasady ozdabiają rzeźby  Antoniego Popiela (autora kolumny Mickiewicza) i Wójtowicza.  Do Opery idzie się na spektakl oraz  ab zobaczyć słynną kurtynę namalowaną przez Henryka Siemiradzkiego. Gmach i wnętrza są starannie odnowione, złoto błyszczy z każdej płaskorzeźby. Bilety na spektakle są bardzo tanie,  my skorzystaliśmy
z godzinnego wstępu ukraińskiej sopranistki i przy okazji zostaliśmy oprowadzeni po gmachu opery. Jest to korzystniejsza oferta niż sam bilet uprawniający do zwiedzania.

Ulicami, zaułkami Lwowa.

Niestety wszystkiego nie da się w tak krótkim czasie zobaczyć.  Został Wysoki Zamek, Cytadela, Wzgórza Wóleckie, Politechnika, Gmach Ossolineum i wile innych ciekawych miejsc. Nic straconego “I powrócę znów by zobaczyć miasto Lwów”, zawsze należy zostawić sobie coś niezobaczonego aby móc powrócić.

 

Przeczytane przed wyjazdem.

Przed wyjazdem czytałam i chodziłam po ulicach wraz z bohaterami książek. Najczęściej chodziłam z Teofilem Grodzickim na Wysoki Zamek, bohaterem książki Jana Parandowskiego “Niebo w Płomieniach”. O tej i innych książkach będzie  ale oczywiście w Wypadoumilaczach.

Dodaj komentarz