Czy można zgubić się w teatrze?

Czy można zgubić się w teatrze?

Można i to jak i nie w byle jakim, ale w teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Słowakiem zwanym. Cały Wypadzik misternie skonstruowany tylko po to, żeby pobłądzić w teatrze ?
Nie tylko mnie wystawiono na zimno, jednego lutowego wieczoru i na dodatek wystrychnięto na przysłowiowego dudka. 

Początek akcji “Zagubieni w teatrze” to godzina 22.30. Pani przewodnik to Lidia Bogaczówna zresztą aktorka teatru, ze wspaniałą dykcją, poznana przez nas w trakcie sztuki “Kwiat Paproci”.

“Kwiat Paproci” widowisko inspirowane twórczością Stanisława  Wyspiańskiego, odbyło się o 12.00 w południe, trzeba było rozeznać się z kim będziemy mieli w nocy do czynienia.

Za dnia wszystko wyglądało miło i przyjaźnie. Proszę nawet sam gmach teatru wyglądał za dnia całkiem inaczej.

W dodatku ta lokalizacja – Plac Świętego Ducha. Podobno był tu kiedyś klasztor Duchaków w miejscu którego postanowiono  wybudować teatr. W obronie burzonych budynków stanął sam Jan Matejko i jakby tego było mało rzucił klątwę. Artysta przeklął miejsce przyszłej budowy i zapowiedział, że w teatrze tym jego noga nie postanie. 

A my proszę sami wystawiliśmy się na pomstę.

Najpierw nie wpuszczono nas od frontu, potem zaproponowano wejście boczne. To jeszcze nic, po łomotach aby nas wpuścić, drzwi otworzył nam podejrzany osobnik w białym podkoszulku, klapkach na basen wciśniętych na białe skarpety, całości dopełniał dres. Osobnik ów pohukiwał na nas zwracając  się bezosobowo, używając słów typu: idzie, czemu stoi, zachciało się, nie zostaje itp.

Zarzuciwszy górę od dresu z napisem ochrona, gnał nas po zakamarkach, garderobach, scenie, “jaskółkach”, korytarzach. Elektryczności u nas dostatek, ale chyba oszczędzali na świetle, bo wyposażyli nas w latarki naczelne. 

Co za dnia jest jasne i pogodne, nocą nabiera innych kształtów i snują się jakieś cienie. Proszę bardzo chociażby te sylwetki podtrzymujące filary, mają jakieś przebiegłe grymasy na ustach.

Sam wielki mistrz Stanisław Wyspiański, którego duch na zawsze zawładnął teatrem pomimo przeciwności losu, wydaje się jakiś niepokojący.
Aktorom teatru artysta poświęcił oddzielny wiersz:

” I ciągle widzę ich twarze,

ustawnie w oczy im patrzę

ich nie ma – myślę i marzę,

widzę ich w duszy teatrze.

Teatr mój widzę ogromny,

wielkie powietrzne przestrzenie,

ludzie je pełnią i cienie,

ja jestem grze ich przytomny”.

Gość w klapkach nagle pojawił się z wielkim rogiem, wymachując nim od niechcenia jakby nie zdawał sobie sprawy, że za chwilę zostanie z samym sznurem.

Znowu lecieliśmy wzdłuż korytarzy, aż tu nagle z garderoby chimerycznej i kapryśnej niegdyś  Gabrieli Zapolskiej wyłoniły się zjawy.

Garderoba Ludwika Solskiego, jedyna w swoim rodzaju zamalowana rysunkami karykaturami, obrazkami, aforyzmami i złotymi myślami. Kronika towarzyska minionej epoki. Na jednym z malowideł uwieczniony jest sam właściciel garderoby Ludwik Solski, który był dyrektorem i aktorem teatru.

” Kiedy mi przyszło rolę tworzyć

By w świetle świateł mogła ożyć

Tum ją kuł szereg godzin długich

Nim ją oddał pod sąd drugich”

Tak napisał sam właściciel garderoby na jednej ze ścian.

W prawym dolnym rogu Ludwik Solski.

Na pocieszenie poczęstunek w doborowym towarzystwie. Naprawdę żartownisie ….

W końcu jest i ona, pisał o niej Staś Wyspiański:

” … mamy wielką scenę

dwadzieścia kroków wszerz i wzdłuż

przecież to miejsce dość obszerne,

by w nim myśl polską zamknąć …”

Na domiar złego człowiek z napisem ochrona na plecach, poczuł się na tyle swobodnie, że ze swoistym poczuciem humoru zaczął objaśniać znaczenie alegorii na kurtynie. 

Nie ma się czemu dziwić przecież na widocznym fragmencie kurtyny to Komedia w towarzystwie błazna.
Dobrze, że duchy nie zawładnęły żyrandolem ważącym 800 kg i zaopatrzonym w 124 żarówki.

Już po dwunastej, wypuścili nas uffffff….

Teraz tylko spać, spać, aby tylko przyśnił się kwiat paproci, a tym którzy kochają teatr  polecamy “Zagubionych w teatrze”  i dziękujemy za  noc z duchami.

Dodaj komentarz