Andaluzja pokochali i napisali.

Andaluzja pokochali i napisali.

Ulubione książki o Andaluzji.

Andaluzja oczami bohaterów ulubionych książek.

Przed wyjazdem lub będąc w Andaluzji warto przeczytać jedną z polecanych książek. Przyjemniej jest wtedy wędrować i przywoływać myślami bohaterów książek, myśląc o właśnie ja też tu jestem albo jak tu kiedyś wyglądało. 

“Szkarłatny Manuskrypt” Antonio Gali jest współczesnym przekładem autentycznego manuskryptu autorstwa ostatniego sułtana  Granady Boabdila. Odnaleziono go w tajnym schowku w meczecie Al-Karawijjin w Fezie, gdzie Boabdil spędził ostatnie lata swego życia. Dlaczego szkarłatny manuskrypt? Właśnie takiego papieru używano w kancelarii Alhambry, na tych to stronicach, Boabdil  dał wyraz swoim refleksjom, lirycznemu podejściu do życia. 

Pewnego dnia Etiopczyk Faiz będący ogrodnikiem  w Alhambrze zwrócił się do Boabdila:

Mimo wszystko nauczyłem się od Andaluzyjczyków najlepszej z lekcji: zmniejszyć potrzeby, aby zmniejszyć zmęczenie jakie kosztuje ich zaspokajanie. I w ten sposób zacząłem potrzebować bardzo niewielu rzeczy,  a z tych niewielu – bardzo mało. Bo prawdziwe szczęście nie sprowadza się do tego aby mieć, mój  przyjacielu, lecz by być i nie potrzebować.

Dobra rada dla wszystkich zwolenników wolnego podróżowania.

2 stycznia 1492 roku dobiegła końca trwająca ponad siedemset  lat rekonkwista, królowie katoliccy Ferdynand Aragoński i Izabela Kastylijska przyjęli kapitulację ostatniego sułtana Boabdila. 

Właśnie ci królowie katoliccy to rodzice bohaterki książki “Ostatnia królowa” autorstwa C.W. Gortner, Joanny I Kastylijskiej zwanej również Szaloną.  Ta hiszpańska infantka  w wieku 16 lat poślubiła Filipa I Pięknego i opuściła swoją ukochaną Hiszpanię by zamieszkać wraz z nim we Flandrii. Z Filipem doczekała się szóstki dzieci.  Zaaranżowane małżeństwo owocuje namiętnym związkiem, na który niedługo potem spada tragedia. Joanna będzie musiała wybrać między obowiązkiem i własnym szczęściem. Na kartach książki  pierwszym wydarzeniem, które przywołuje jest zdobycie Granady, górskiej twierdzy, gdzie dotąd władali Maurowie, które zmieniło wiele w jej życiu.:

Miałam trzynaście lat, kiedy moi rodzice zdobyli Granadę. Był rok 1492, rok cudów, w którym trzystuletnia supremacja Maurów uległa przed potęgą naszych armii, a podzielone królestwa Hiszpanii wreszcie się zjednoczyły. Od dnia mych narodzin byłam na krucjacie. Często mi opowia­dano, jak bóle owładnęły mą matką, gdy się gotowała, by dołączyć do mego ojca prowadzącego oblężenie, i zmusiły ją do połogu w Toledo — przeszkoda nieprzyjemna i niepożądana, po kilku go­dzinach więc powierzyła mnie opiece mamki i wróciła na pole bitwy. Tak jak mój brat Jan i trzy siostry, zawsze znałam chaos wędrownego dworu, zmieniającego miejsce pobytu zgodnie z wy­maganiami rekonkwisty, krucjaty przeciwko Maurom. Zasypiałam i budziłam się przy  ogłuszającym szczęku tysięcy dusz odzianych w zbroje, ryku zwierząt pociągowych wlokących katapulty, wieże oblężnicze i prymitywne działa, grzechocie niekończącego się sznura wozów załadowanych ubraniami, meblami, zapasami żywności, naczyniami. Rzadko cieszyłam się dotykiem marmuru pod stopami czy cieniem okapu nad głową. Nasze życie to były namioty rozbijane na kamienistej ziemi, to byli niespokojni nauczyciele mamroczący lekcje i wzdrygający się, gdy nad naszymi głowami ze świstem śmigały płonące strzały, a w oddali tarany kruszyły mury. Zdobycie Granady wszystko zmieniło — dla mnie i dla Hiszpanii. Ta upragniona górska twierdza była najpiękniejszym klejnotem odchodzącego świata Maurów, moi rodzice zaś, Ich Katolickie Królewskie Mości Kastylii i Aragonii, złożyli przysięgę, iż raczej zburzą ją, niż dłużej cierpieć będą opór heretyków. Wciąż to widzę, jakbym stała w progu pawilonu: szeregi żołnierzy po obu stronach drogi, zimowe słońce odbija się od ich zniszczonych napierśników i kopii. Stoją, jakby nigdy nie poznali trudów, surowe twarze mają uniesione, nie pamiętają o niezliczonych cierpieniach i niezliczonych poległych z tych dziesięciu długich lat walki. 

Dlaczego do Joanny przylgnęła opinia szalonej, czy była szalona z miłości do swojego małżonka, czy jej szaleństwo wyniknęło  z szalonych ambicji męża i ojca ? 
Moim zdaniem była kobietą osamotnioną, uwikłaną w walki o tron, zakochaną i zazdrosną o swego męża, który aby ograniczyć jej wpływ na ważne decyzje polityczne zamykał ją w odosobnieniu. Jak inaczej można nazwać ambitną, odważną kobietę, która niespodziewanie została w 1500 roku następczynią tronów Kastylii i Aragonii, jak szaloną ?

Radzę przeczytać książkę i utożsamić się przez czas jej czytania z Joanną, aby wyrobić sobie zdanie. Na koniec ciekawostka i fakt autentyczny.

W grudniu 1506 r. przez Kastylię przeszła ponura procesja z trumną króla Filipa I Pięknego. Na postojach , w kościołach i klasztorach,  jego żona, królowa Joanna, kazała ją otwierać i z czułością pieściła zwłoki męża. Choć ich rozkład posunął się już tak daleko, że cuchnęły, a twarz była zniekształcona.
Tyle a nawet więcej mają do przekazania dwie powieści historyczne, łatwiejszą pozycją i napisaną z humorem jest powieść Chrisa Stewarta “Jeżdżąc po cytrynach”, określona w podtytule  jako “optymista w Andaluzji”.  Polecam ją też wszystkim budowniczym własnych domów ku pokrzepieniu serc.

Książki o podobnej tematyce stały się moimi ulubionymi, mam jeszcze trzy  w zanadrzu jedna o budowie domu na Cyprze, druga w Grecji a trzecia na Capri, wróćmy jednak do Alpuhary u podnóża gór Sierra Nevada. Pewnego dnia mieszkaniec Anglii wspomniany Chris postanawia wraz z żoną osiedlić się na farmie w górach. Wybór padł na El Valero farmę bez drogi dojazdowej, elektryczności i wody, ale widok był cudowny. 

I w ten sposób, kupiłem farmę, na którą nawet wcześniej nie spojrzałbym przez płot. W ciągu paru minut z lokatora domku pod korytarzem w Sussex, który zarabiał na życie jako najemny postrzygacz owiec, stałem się właścicielem farmy w górach Andaluzji. Wiedziałem, że aklimatyzacja nie będzie ani prosta, ani łatwa. 

Szczególnie, że należało się zmierzyć z innym klimatem i mentalnością mieszkańców Andaluzji. Po wielu perypetiach, udało się, zawsze znajdą się bratnie dusze, które pomogą i doradzą, trzeba tylko chcieć i nie zrażać się początkowymi trudnościami. Po jakimś czasie urodziła się córka Chloe i zawitali turyści. Jedno powiem, łatwo nie było.

Washington Irving zauroczony Alhambrą napisał swoją wersję bajek z 1001 nocy.

Ostatnia pozycja jest jedną wielką bajką. Otóż Washington Irving żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku, będąc zapalonym amerykańskim podróżnikiem, zafascynowany andaluzyjską ziemią utrwalił w opowieściach historie, które usłyszał od miejscowej ludności. W książce roi się od księżniczek, czarnoksiężników, skarbów, zaklęć, rycerzy itp. Wszystkie historie łączy Granada i okolice, miłość do ludzi i miejsca w którym przyszło im żyć.

Można poczytać dzieciom i sobie w szarej godzinie.

Dodaj komentarz